Mam takie marzenie.. Kiedy będę miała 30 lat i zaczną mi wychodzić pierwsze zmarszczki, chciałabym mieć chłopca, takiego 20-letniego, coś w stylu toy-boya (chłopca do zabawy), w moim slangu tzw. Pinacolada Boy < 3
Ubierałabym go w ciuszki jakie mi się podobają, codziennie stawiałabym mu włoski na żel, czytałabym mu poezję i przywiązywała do kantu łóżka rękami, po czym karmiła go wstrętnym jadłem. Wymiotowałby do miski, a to, co by wyrzygał, musiałby znowu zjeść, aż do skutku.
Taki byłby to mój chłopiec do zabawy. Gdyby przychodziła mama albo znajomi, zamykałabym go na klucz w piwnicy.
Co o tym sądzicie?
Ubierałabym go w ciuszki jakie mi się podobają, codziennie stawiałabym mu włoski na żel, czytałabym mu poezję i przywiązywała do kantu łóżka rękami, po czym karmiła go wstrętnym jadłem. Wymiotowałby do miski, a to, co by wyrzygał, musiałby znowu zjeść, aż do skutku.
Taki byłby to mój chłopiec do zabawy. Gdyby przychodziła mama albo znajomi, zamykałabym go na klucz w piwnicy.
Co o tym sądzicie?
