Egzystowała, ale nie żyła prawdziwie. Ciągle jej czegoś brakowało. Czuła niedosyt. Była więźniem swojej duszy. Siedziała otulona tęsknotą swych pragnień, a łzy lały się strumieniami. Wstawała tylko po to, żeby uderzyć głową o ścianę po czym znów siadała i rwała sobie włosy z głowy. Wiedziała, że dłużej nie wytrzyma. Była nimfomanką słowa pisanego. Uzależniły ją literki, głoski, słowa, zdania, metafory i torsje ludzkiej duszy. Ciągle było jej mało, w jej żyłach krew się zatrzymywała, kiedy nie miała w ręce książki.
To tak jakby przestawała oddychać. Jej dusza umierała- poezja była respiratorem i jednocześnie największym pragnieniem.
Każde inne uzależnienie jest uleczalne... a co zrobić z tym fantem?
Już mam tego dość. Naprawdę chciałabym z tym skończyć.
To tak jakby przestawała oddychać. Jej dusza umierała- poezja była respiratorem i jednocześnie największym pragnieniem.
Każde inne uzależnienie jest uleczalne... a co zrobić z tym fantem?
Już mam tego dość. Naprawdę chciałabym z tym skończyć.

